Transformacje – Bogusia Sarna

Z dziką (i niedźwiedzią) przyjemnością przedstawiamy dzisiaj członka rodziny NoLimit – Bogusię Sarnę. Poczytajcie co ona ma do powiedzenia na temat zmian w swoim życiu jakie pomagają jej osiągać treningi (nie tylko CrossFitowe). Jeśli szukacie motywacji, aby ruszyć tyłek na trening – to zapraszamy do lektury.

Bogusia Sarna (fot. Ewa Tyburczy)

Co spowodowało, że podjęłaś decyzję o rozpoczęciu drogi do zmiany swojej kondycji i sylwetki?

Pierwszym impulsem był moment, w którym waga wskazała 96kg. Przeżyłam taki szok i wstyd przed samą sobą, a po chwili złość, że powiedziałam dość tego! Był to też moment kiedy zaczęłam wychodzić z psychicznego dołka, w którym siedziałam od kilku lat – myślę, że w ogromnym stopniu był on spowodowany właśnie moim wyglądem i samopoczuciem. Nie mówię, że całkowicie się chowałam przed ludźmi – od tego byłam jak najdalsza – ale unikałam jak mogłam np. wychodzenia na plażę. Nie chcę, nie lubię, nie mam ochoty, jestem zmęczona – wszystko tylko nie ten straszny kostium kąpielowy! W pewnym momencie nawet zaczęłam cytować dowcip usłyszany w skeczu Grzegorza Halamy: „Nie pójdę na plażę, bo przyjdzie po mnie Greenpeace i powiedzą: Wielorybie chodź do wody! – Panowie ale ja nie jestem wielorybem! – Taaa, jasne, każdy wieloryb tak mówi!.
Miałam dość tego wszystkiego – zaczęłam korzystać z wiedzy, którą już miałam („odchudzałam” się od lat) i zaczęłam szukać nowej. Pierwsze efekty. Idę dalej. Kilogramy spadały, a ja miałam coraz większą motywację i zaczęły wracać wspomnienia z dzieciństwa – marzenia o życiu związanym ze sportem.

W pewnym momencie nie potrafiłam już sama ćwiczyć. Nudziło mnie to i chciałam więcej. Wtedy z pomocą przyszedł tata. Zadzwonił i powiedział: „Dziecko, chcesz więcej? Szukasz, szukasz. Słuchaj, a może idź na całość i pójdź na CrossFit. Zostawiłem Ci artykuł do przeczytania na ten temat.” Przeczytałam i już tego samego dnia byłam na treningu.

W jakich treningach bierzesz udział?

Przede wszystkim uczęszczam na zajęcia CrossFit. To są dla mnie zajęcia numer jeden. Gdy skończyłam kurs Intro starałam się być 4-5 razy w tygodniu, dodatkowo chodziłam na technikę dwuboju olimpijskiego do Pana Leszka oraz na mobility. Byłam też na Body Iron – fajne zajęcia, ale są o za wczesnej godzinie dla mnie. Aktualnie zaczęłam też kurs Strong First. Z każdego z tych treningów czerpię co innego.

CrossFit poza poprawą kondycji, siły i sprawności najbardziej mnie motywuje i daje najwięcej satysfakcji – tutaj najczęściej pokonuje własne słabości. Oczywiście największą radość odczuwam po tym treningu, po którym leżę przez kilka minut na podłodze i mówię, że nie wstaję, mogą mnie tu zamknąć, może uda mi się pozbierać przed poranną grupą, a jak nie to najwyżej ktoś mnie wtedy przesunie pod ścianę.

Treningi pod okiem Pana Leszka poprawiają technikę – to pozwala nie tylko na większe bezpieczeństwo w trakcie treningów. ale też na przyśpieszenie postępu. Dodatkowo jak Pan Leszek powie: Dobre, dobre! To aż chce się skakać z radości.

Mobililty, rozluźnienie mięśni i rozciąganie. Kto nie ma stresów w dzisiejszym świecie a przez to spiętych mięśni? A praca siedząca? Czy komuś nie zdarzyło się źle wyspać i potem bolały go plecy czy kark? Problemy z kucaniem bo mobilność stawów nie ta? Chodzimy na te zajęcia z różnych powodów bo Mobility jest dobre na wszystko!

(fot. Ewa Tyburczy)

Opowiedz coś o swoich celach, tych już zrealizowanych i tych, które dopiero przed tobą.

Stale jakieś realizuje i stale stawiam sobie nowe. Podnieść większy ciężar w takim czy innym ćwiczeniu. Skoczyć wyżej. Zrobić coś lepiej. Oczywiście stałymi celami są spadek wagi (20 kg już za mną ale do ostatecznego celu jeszcze daleko), ogólny postęp treningowy i zbudowanie pięknych mięśni. Ale zawsze mam też jakieś konkretne, mniejsze cele, np. teraz walczę o 100 kg w DL i chciałabym wreszcie wejść po linie do targetu. Mam też inne marzenia, nie zdradzę teraz wszystkich, ale jedno mogę. Chciałabym, któregoś dnia wystartować w zawodach, po których z czystym sumieniem będę mogła powiedzieć: Dałam z siebie wszystko!

Jaki wpływ na Twoje życie mają regularne treningi?

Ojej… Tyle tego jest! Mam dużo więcej energii, dużo częściej się uśmiecham, nie mogę się doczekać momentu, w którym łapię torbę i biegnę na trening. Lepiej się czuję, nie przeraża mnie już dłuższa piesza trasa, niesienie cięższych zakupów czy podnoszenie ciężkiego pudła, nie tylko ciężar jest mniej straszny ale przede wszystkim wiem jak je wziąć, żeby potem nie płakać, że plecy bolą. CrossFit pozwala na to, żeby żyło się łatwiej i lepiej. Chce mi się więcej. Pójść gdzieś, zrobić coś fajnego. Chętniej pójdę teraz na miasto ze znajomymi – będę się lepiej czuć, bawić i chętniej poznawać nowych ludzi – nie odczuwam już potrzeby chowania siebie i swojej tuszy pod kołdrą. Czuję się pewniej.

Dużą motywacją i wsparciem są ludzie, którzy mnie otaczają: rodzina, przyjaciele, którzy są przy mnie od lat ale też osoby, które poznałam tutaj. Trenerzy, pracownicy, uczestnicy zajęć. Czasami jest tak, że mam ochotę zostać w domu i się polenić ale wtedy nachodzi mnie myśl: O nie! Będzie dzisiaj ta i ta osoba – na pewno będzie super! Przecież to moje ulubione Niedźwiedzie, z którymi ćwiczę codziennie! Albo dostaję wiadomość: Rozumiem, że dzisiaj jesteś? Spróbowałabym napisać: nie – po prostu nie ma takiej opcji!

Niedawno poznałam też osobę, od której otrzymuję codzienną dawkę motywacji – dostaję tyle wiary we mnie, tyle ciepłych słów a w razie potrzeby kubeł zimnej wody na głowę, że już nie tylko przede mną byłoby mi głupio ot tak mieć lenia ale nie wyobrażam sobie, w dzień treningowy, na pytanie o to jak było na treningu, odpisać: „wybrałam kanapę”. Czułabym, że nie tylko zawiodłam siebie, ale też tę osobę i wszystkich, którzy mi kibicują. To jest najlepsze, że mogę się cieszyć z treningów i dzielić tę radość z innymi.

(fot. Ewa Tyburczy)

Wrażenia z treningów.

Dużo zależy od tego jaki jest WOD. Czasami skaczę z radości, czasami patrzę z przerażeniem. Każdy ma jakieś mocniejsze i słabsze strony. Wiadomo, gdy widzę ćwiczenia z którymi mam problem, nie czuję się tak pewnie patrząc na to, że są zaplanowane na dzisiejszy trening, ale trzeba nad tym pracować. To jest największa motywacja, gdy po jakimś czasie widzisz, że możesz więcej, a to co wywoływało największy strach nie sprawia już takiego problemu.

Niezastąpioną osobą, która często ma wpływ na to, jak pójdzie nam trening jest prowadzący! Czuję się pewniej, gdy wiem, że jest ktoś, kto mnie poprawi, zasugeruje odpowiedni ciężar lub skalowanie. Tutaj mogę liczyć na trenerów. Gdy chwalą, cieszę się jak dziecko, gdy mówią, że coś jest nie tak, robię wszystko by poprawić. Oczywiście, że najważniejszą osobą jestem ja sama i to jak się staram, ale łatwiej jest gdy obok jest ktoś kto uśmiechnie się, wesprze, podzieli wiedzą i doświadczeniem. Tutaj jest tak, że gdy Ty już mówisz: nie podniosę tego to zaraz usłyszysz: Dajesz, bierz to, nie poddawaj się! Trener podpowiada jeszcze raz kiedy wdech, koledzy swoimi hasłami motywacyjnymi jakby ładowali nową siłę w mięśnie i nagle poszło, podnosisz ten ciężar. Tego wszystkiego się nie da opisać, to po prostu trzeba przeżyć. Nie poznał mocy treningu ten, kto chociaż raz po nim nie cytował klasyka: „Nie wstanę! Tak będę leżał!”

Komu poleciłabyś zajęcia na jakie sama uczęszczasz?

Każdemu! Bez względu na wiek, płeć czy poziom sprawności fizycznej. Zawsze jest dobry moment, żeby spróbować, żeby zacząć. Zawsze jest czas na zmiany i spełnianie marzeń.

Dlaczego wybrałaś boxy grupy NoLimit?

To tata poinformował mnie o tym, że jest box grupy No Limit na Ursusie, niedaleko mojego miejsca zamieszkania. Decydującym czynnikiem było to, że już przez telefon usłyszałam entuzjazm i motywujące słowa. Usłyszałam instrukcję i zgodnie z nią wpadłam do domu, wzięłam buty i pobiegłam na trening. Weszłam jak przestraszona surykatka, a już następnego dnia weszłam do boxu z uśmiechem. Na trening. Do treningu. Do trenerów. Do ludzi i do tej atmosfery. To była najlepsza rzecz jaka mnie spotkała, że akurat ten box był w pobliżu i akurat rozpoczął się kurs Intro!

 

I na koniec dokumentacja przemiany jaką już Bogusia wdrożyła w życie:

(fot. Ewa Tyburczy)

 

Trzymamy kciuki za osiągnięcie każdego następnego celu. Poza trzymaniem kciuków aktywnie dopingujemy, mobilizujemy i pomagamy na tej drodze.